niedziela, 16 stycznia 2022

Ekranowe hity i kity okiem Katarzyny Boruckiej. „Licorice Pizza”

Oficjalna premiera filmu Paula Thomasa Andersona odbyła się 31 grudnia, widzowie na całym świecie ruszyli do kin. Czy warto wybrać się na seans?

Nostalgia? Poproszę

Licorice Pizza (2021)
reż.: Paul Thomas Anderson
scen.: Paul Thomas Anderson
wyst.: Alana Haim, Cooper Hoffman, Sean Penn, Tom Waits, Bradley Cooper

Ameryka, Los Angeles, lata 70. Długa kolejka nastolatków ustawia się w kierunku sali gimnastycznej, gdzie taśmowo robione są licealne zdjęcia. 15-letni Gary Valentine (Cooper Hoffman) zauważa jedną z asystentek fotografa, ponad 10 lat starszą od niego Alanę Kane (Alana Haim) i mocno zaintrygowany jej osobą zagaduje, licząc na randkę. Kamera śledzi ich rozmowę, ruchy, uśmiechy i spojrzenia. Od momentu, w którym Alana zgodzi się na spotkanie, będziemy cichymi obserwatoriami ich rodzącej się stopniowo przyjaźni oraz coraz to większych, silniejszych uczuć, które będą wybuchać lub zanikać, w zależności od sytuacji i zdarzeń. A tych będzie całkiem sporo – począwszy od wspólnie założonej firmy sprzedającej łóżka wodne, przez kryzys naftowy w 1973 roku, po otwarcie salonu gier. W międzyczasie pójdziemy z Gary’m na przesłuchania (jest młodym, aspirującym aktorem) i przyjrzymy się pracom komisji wyborczych, w które zaangażowała się Alana, a w tle przygrywać będzie nam na zmianę David Bowie z Sonny’m i Cher. Nie potrzeba dużo czasu, by zorientować się, że amerykański reżyser, Paul Thomas Anderson, zaprasza nas w nostalgiczną podróż do Stanów Zjednoczonych lat 70. XX wieku i nie potrzeba też wiele, by się na nią zgodzić – wystarczy wygodnie rozsiąść się w kinowym fotelu.

Gary (fenomenalnie zagrany przez debiutującego, młodego Coopera Hoffmana) chce już być dorosły, zaś jego niezmordowana ambicja pozwala mu myśleć, że osiągnie sukces w każdej dziedzinie, którą się zainteresuje i w której przyjdzie mu się sprawdzić. Alana (równie rewelacyjna, co jej ekranowy partner) na kilka lat przed trzydziestką jest głęboko niezadowolona z życiowego punktu, w którym się znalazła – w beznadziejnie nudnej pracy, bez możliwości rozwoju; w stagnacji, bez pomysłu na przyszłość. Rozczarowana tym gdzie jest, w oczekiwaniu na to, gdzie powinna być, znajduje nadzieję i oparcie w Gary’m, jego młodzieńczej energii i szalonych pomysłach. Chłopak zdaje się być antidotum na jej dotychczasowe bolączki, dla niego zaś Alana to krok w długo wyczekiwaną dorosłość. Ich urocza historia miłosna (którą chłoniemy z uśmiechem na twarzy, od kiedy z głośników zaczęło wybrzmiewać July Tree Niny Simone) jest centrum filmowej opowieści; opowieści, która wygląda jak szereg pięknych wspomnień, a w odbiorze przypomina przekazywany pokoleniowo album ze starymi zdjęciami czy pudełko z ukochanymi pamiątkami z dzieciństwa.

Kiedy ogarnia nas trudne do powstrzymania uczucie nostalgii, czujemy że to co było w przeszłości, było inne – lepsze, prostsze, łatwiejsze, prawdziwsze. Ignorujemy oczywistą, negatywną stronę i aspekty własnej przeszłości, by faworyzować nasze wspomnienia, które są jak bezpieczny sen, do którego z rozrzewnieniem ciągle wracamy. Nostalgia to wiecznie żywy sentyment i gloryfikowana tęsknota, która mówi nam, że to, co najlepsze już jest za nami i nie wróci; to czułe spojrzenie na to, co było nam kiedyś bliskie, drogie i ważne. Operowanie nostalgicznym eskapizmem jest jednym z głównych elementów żywotności współczesnej kultury. W przypadku Andersona i jego Licorice Pizza, mamy do czynienia z nostalgią wypełnioną czystym pragnieniem ukazania lat 70. w całej ich okazałości – poprzez energię, pragnienia i możliwości ludzi, ich wolność, niezależność czy chwilowe ograniczenia, aż w końcu przez muzykę i pasje, które niosły ich dalej. Anderson kieruje się ze swoim filmem w podobną stronę, gdzie Tarantino z Pewnego razu….w Hollywood, skupia się jednak na zwykłych ludziach, ukazując ich z humorem i czułością. To jego najdelikatniejszy, być może najsubtelniejszy film, którego najmocniejszą stroną jest gra aktorska debiutujących w głównych rolach Hoffmana i Haim – naturalnie, pięknie, z wyczuciem godnym scenicznych mistrzów, ukazali szereg emocji i trudno jednoznacznie powiedzieć co „zagrało” lepiej – szczera przyjaźń, powoli rodząca się miłość czy może wybuchy złości i rozczarowania? Myślę, że tylko dzięki nim, różnica wieku między bohaterami nie przeszkadza i nie rodzi niewygodnych pytań.

Licorice Pizza - zwiastun PL

Epizodyczna struktura filmu nie wyznacza jednego ważnego momentu dla tej historii, zaś niewielkie role wielkich nazwisk (Bradley Cooper, Sean Penn, Tom Waits) szczęśliwie nie przyćmiewają nikogo. Co więcej, ich pojawienie się na ekranie pozwala nadać filmowi nieco hollywoodzkiego wydźwięku i sprowadzić nas na ziemię, bo przez cały seans trudno nie zanurzyć się w bezkresnym i beztroskim klimacie lat 70. Ogromnym plusem, działającym na korzyść Andersona, jest prawdziwy wygląd wszystkich postaci. Nieopisaną przyjemnością było oglądanie naturalnych twarzy i ciał aktorów: zmarszczek, krost, zaczerwienionych policzków, rozwianych włosów, siniaków na rękach czy nogach. Przy współcześnie panujących standardach piękna, osiąganych głównie dzięki pracy chirurgów plastycznych i znajomości obsługi programów graficznych, taka możliwość jest jak powiew świeżego powietrza.

Licorice Pizza ma w sobie magię nostalgii, która przenika przez widza, nawet jeśli ten nie doświadczył nigdy tego, co zobaczył na ekranie oraz energię, którą przyciąga, przypominając czasy obfite w spontaniczność, która najpewniej już nigdy nie wróci. Zapamiętajcie ten tytuł, bo choć oficjalną premierę miał 31 grudnia, to znajdziecie go w tegorocznych podsumowaniach jako jeden z najlepszych filmów.

Ocena Kasi: 8/10

autor: Katarzyna Borucka

O autorce: Kasia to wielka miłośniczka kina i zwierząt. W Opolu ukończyła Kulturoznawstwo na specjalności filmoznawczo-teatrologicznej oraz Filmoznawstwo i Wiedzę o Nowych Mediach na Uniwersytecie Jagiellońskim. W czasie studiów aktywnie uczestniczyła kulturalnym życiu Opola i Krakowa, m.in. pracując w Teatrze im. Jana Kochanowskiego, pisząc dla festiwalu Etiuda&Anima czy zajmując się obsługą kina w czasie Kraków Film Festival. Uwielbia amerykańskie kino, szczególnie kino klasyczne oraz kino nowej przygody.

Zaproszenie do kawiarni

Baner San Sebastian

Odwiedź San Sebastian, kameralną kawiarnię w centrum Opola. Spróbuj naszej kawy, ciast i przepysznych lodów rzemieślniczych!

Facebook