sobota, 13 kwietnia 2024

Sowiecki nóż w plecy! 82. rocznica agresji ZSRR na Polskę

 Kolumny piechoty sowieckiej wkraczające do Polski 17.09.1939

Oddziały polskie, strzegące wschodniej granicy II Rzeczypospolitej, były mocno zdezorientowane pojawieniem się Rosjan na naszym terytorium. Podobnie jak wcześniej III Rzesza, Armia Czerwona przekroczyła granicę wytyczoną traktatem ryskim bez wypowiedzenia wojny.

Ambasador Polski w Moskwie został wezwany przez Wiaczesława Mołotowa, radzieckiego komisarza spraw zagranicznych nocą z 16 na 17 września. Wacławowi Grzybowskiemu odczytano notę dyplomatyczną, w której za powód unieważnienia polsko-radzieckiej umowy o nieagresji podawano „wewnętrzne bankructwo państwa polskiego” i „troskę rządu sowieckiego o zamieszkującą terytorium Polski pobratymczą ludność ukraińską i białoruską”.

Większość oddziałów Korpusu Ochrony Pogranicza skierowana została na zachód w związku z przygotowaniami do wojny obronnej przed niemieckim atakiem. Do zabezpieczenia wschodniej granicy pozostawiono nieliczne bataliony KOP, które w starciu z potęgą radziecką, nie miały najmniejszych szans.

Około 4 nad ranem 17 września wzdłuż całej liczącej 1400 km granicy wschodniej II RP rozległy się strzały. Polscy żołnierze mieli do wyboru – ucieczkę, niewolę albo śmierć. Sytuację dodatkowo komplikowała dyrektywa marszałka Edwarda Rydza-Śmigłego, który nakazał nie atakować oddziałów sowieckich, chyba że zmuszą one Polaków do obrony. Głównodowodzący nakazał również ewakuację do Rumunii i na Węgry, gdzie sam się udał.

Sowiecki atak poprzedziło dokładne przygotowanie przez wywiad. Przygotowano listy proskrypcyjne w celu aresztowania polskich elit, podobnie jak czyniła to III Rzesza. Sprawdzono uprzednio dyslokację polskich oddziałów oraz ich wartość bojową.

Podpisany przez ZSRR i Niemcy pakt o nieagresji Ribbentrop–Mołotow z 23 sierpnia 1939 roku, zawierał tajny protokół, w którym nasi najwięksi sąsiedzi podzielili polskie ziemie. W ramach sojuszniczej współpracy, od pierwszych dni wojny, radzieckie stacje naprowadzały samoloty Luftwaffe na cele w Polsce.

pakt_ribbentrop_molotow
23 sierpnia 1939 roku w Moskwie. Od lewej stoją: szef działu prawnego niemieckiego MSZ Friedrich Gauss, niemiecki minister spraw zagranicznych Joachim von Ribbentrop, Józef Stalin oraz ludowy komisarz (minister) spraw zagranicznych ZSRR Wiaczesław Mołotow

Zgodnie z umową Armia Czerwona miała wkroczyć do Polski „w odpowiednim momencie”. Pierwotnie Stalin zakładał, że wyda rozkaz do ataku po zajęciu przez Niemców Warszawy. Kiedy 9 września ukazał się komunikat, wydany przez organ informacyjny dowództwa Wehrmachtu, o zajęciu stolicy, postawiono oddziały sowieckie w stan najwyższej gotowości. Wkrótce okazało się, że czołówki niemieckie weszły tylko na Okęcie, co sprostowali sami Niemcy.

Termin inwazji został wyznaczony na godziny nocne z 12 na 13 września, ponieważ przywódca ZSRR obawiał się, że Niemcy, którzy zajmują coraz to więcej polskich ziem na wschodnim kierunku, nie będą chcieli z nich ustąpić, mimo umówionego wcześniej podziału wzdłuż Bugu i Sanu. Jednak ostatecznie Stalin wstrzymał ofensywę, chcąc poznać plany aliantów. Liczył na to, że rządy na zachodzie zdecydują się na konfrontację z Hitlerem i wykrwawią się wzajemnie.

W międzyczasie służby sowieckie dowiedziały się, że w Abbeville odbyła się tajna konferencja z udziałem przedstawicieli Francji i Wielkiej Brytanii, na której podjęto decyzję o nieudzieleniu Polsce realnej pomocy przez rządy sojusznicze. Wobec tego nowy termin ataku został wyznaczony na 17 września.

W przeciwieństwie do tajnych służb, w Armii Czerwonej mocno zawiodła logistyka. Do wkroczenia na ziemie polskie przeznaczono od 700 do 800 tysięcy radzieckich żołnierzy. Jednak chaos organizacyjny i słabo rozbudowana sieć kolejowa spowodowały, że realnie na polsko-radzieckiej granicy znalazło się 462-465 tysięcy żołnierzy. Niektóre oddziały transportowano na front okrężną drogą przez Syberię, aby zwiększyć prawdopodobieństwo zachowania tajemnicy.

Wiele spośród 5000 czołgów i 3000 samolotów, które miały przekroczyć granicę zachodnią ZSRR nie dotarło na czas, bądź utknęło po przejechaniu 100 km z braku paliwa. Oficerowie radzieccy mieli też spore problemy z odczytywaniem zaszyfrowanych depesz, a żołnierzom brakowało wyposażenia i amunicji.

Niestety, bardzo nieliczne załogi strażnic granicznych (12,5 tys.), nie były w stanie powstrzymać wroga. Niektóre placówki zaskoczone zostały we śnie, inne podjęły walkę i wycofały się w głąb kraju. Wywiad KOP meldował do Naczelnego Wodza, podobnie jak attache wojskowy w Moskwie płk. Brzeszczyński o ruchach przy naszej wschodniej granicy. Rydz-Śmigły starał się tłumaczyć sowiecką koncentrację obawą przed niemieckim atakiem na ZSRR.

Marszałek Polski nie wiedział o ustaleniach z Abbeville i prawdopodobnie liczył wciąż na pomoc aliantów. Przedstawiciel francuski przy sztabie Naczelnego Wodza, gen. Louis Faury, mimo, iż miał takie informację, nie przekazał ich stronie polskiej. Dodatkowo wysłani z białymi chorągwiami polscy oficerowie w okolicach Stanisławowa byli zapewniani przez stronę radziecką, że przybywają nam z pomocą. Powodowało to ogromny chaos decyzyjny wśród poszczególnych dowódców.

Walkę na szerszą skalę z sowietami podjął gen. Franciszek Kleeberg ze swoją Samodzielną Grupą Operacyjną Polesie oraz gen. Wilhelm Orlik-Ruckeman, który starł się z oddziałami Armii Czerwonej pod Wytycznem i Szackiem. Przez kilka godzin broniło się Wilno, a przez trzy dni Grodno. Oddziały z Grodna wycofały się i stoczyły jeszcze z najeźdźcą bitwę pod Kodziowcami i w Puszczy Augustowskiej. Ostatecznie 25 września przekroczyły granicę z Litwą.

Na południu walki toczyły się o Stanisławów, Tarnopol oraz Lwów. Choć ten ostatni poddał się według najnowszych ustaleń historyków zbyt wcześnie. Amunicji miało wystarczyć na ok. 40 dni obrony. Mimo to gen. Langner poddał miasto oblegane przez Niemców i Bolszewików, jednak część oddziałów kontynuowała walkę na przedmieściach.

Sowieci w Polsce dopuścili się wielu zbrodni, zabijali jeńców, rabowali, gwałcili kobiety. Mordowali ludność cywilną, bogatszych chłopów i księży. Często pijani urządzali sobie zabawy z cierpienia Polaków. Dochodziło też do przypadków konfliktu z wojskami niemieckimi. W okolicach Brześcia i Lwowa agresorzy wzajemnie zniszczyli swoje czołgi. Były też przypadki wymiany ognia w powietrzu.

22 września miała miejsce w Brześciu nad Bugiem wspólna defilada Wehrmachtu i Armii Czerwonej. Tego też dnia sowieci zamordowali gen. Józefa Olszynę-Wilczyńskiego oraz jego adiutanta kpt. Mieczysława Strzemeskiego w miejscowości Sopoćkinie. Z biegiem czasu współpraca obydwu okupantów stawała się coraz to bardziej uciążliwa i przywódcy obydwu państw totalitarnych mieli świadomość nieuchronnego konfliktu.

Agresja sowiecka z 17 września 1939 roku pozbawiła ostatecznie nasz naród Kresów Wschodnich z Wilnem, Grodnem i Lwowem oraz Tarnopolem. Spowodowała też ostateczne załamanie obrony przed niemieckim atakiem i przyspieszyła upadek II Rzeczypospolitej.

autor: GP

Facebook