sobota, 24 lutego 2024

TAK SOBIE POMYŚLAŁEM. Jestże myśl doskonalsza od myśliciela?

 grafika: M. Podolan przy użyciu kadru z filmu "Pomysłowy Dobromir"

Człowiek pod względem intelektualnym jest najdoskonalszą istotą w znanym nam świecie. Jednakże, najdoskonalsza spośród znanych, nie oznacza, iż doskonała sama w sobie. I tu panuje zasadniczo zgoda co do tego, że człowiekowi daleko do ideału. Czy zatem możliwe jest, by jego dzieło było doskonałe? Mam przede wszystkim na uwadze wytwór umysłu. Czy zatem byt obarczony tyloma wadami i ograniczeniami, jest w stanie na rozumowej niwie wydać z siebie myśl doskonałą, myśl absolutną, przerastającą go, lepszą odeń…?

Powiedziałbym: nie.

Powyższe pytanie warto odwrócić, mianowicie: czy dzieło musi być gorsze, że tak powiem: bardziej niedoskonałe od autora.

Odpowiedziałbym: tak.

Skąd takowe we mnie przekonanie? Postanowiłem rozważyć to teoretycznie na przykładzie skrajnym, to znaczy na przykładzie Absolutu. On, choć sam doskonały, nie może stworzyć czegoś doskonałego. Gdyby miał tego dokonać, tym samym stworzyłby inny byt doskonały, kolejny Absolut – a to logicznie wykluczone. Najdoskonalszy byt może być tylko jeden. Każde więc dzieło Stwórcy jest niedoskonałe. Skoro sam Absolut nie jest w stanie stworzyć czegoś doskonałego, to tym bardziej nie podoła temu człowiek.

Ale, czy aby na pewno? Przecież człowiek startuje z niższego pułapu i w przeciwieństwie do Absolutu ma nad sobą jeszcze sporo przestrzeni. Poza tym, o ile w działaniach wszechwiedzącego i nieomylnego Absolutu zarówno czyn jest świadomy, jak i efekt wiadomy – o tyle w działaniach człowieka istnieje miejsce na przypadkowość. Absolut nie zrobi czegoś przypadkiem, bądź niechcący.

Cóż tedy, jeśli wynikiem załóżmy przypadku człowiek by takową bezbłędną myśl spłodził? Warto by spytać, czy swymi niedoskonałymi narzędziami rozumowania, będzie w stanie doskonałość w niej dostrzec? Czy zdoła właściwie myśl ową ocenić, bez omyłki za idealną uznać? Może nie być świadom swego dokonania, albo wręcz je przegapić. Jeżeli przyjmiemy za możliwe pomyślenie czegoś, co doskonałością przerasta człowieka, to czy na przestrzeni tysiącleci nie mogło już do tego dojść. Wszak wydaje się, że istnieją myśli, zdania, stwierdzenia nie budzące wątpliwości, pewne, pozbawione błędu… doskonałe. Czy takimi są faktycznie? A może jedynie ulegamy takiemu złudzeniu? Może nie potrafimy dostrzec ich słabych punktów? Albo też nie znamy jeszcze okoliczności, alternatywnych rzeczywistości, innych wymiarów – w których by się nie potwierdzały.

Spotkałem się z nacechowanym wątpliwością pytaniem, jak w ogóle stwierdzić mniejszą, lub większą doskonałość czegoś, albo choćby lepszość. Oczywiście, patrząc okiem sceptyka, niczego nie można orzec z całkowitą pewnością. Zatem również sądy wartościujące i uznające coś za lepsze, bądź doskonałe są niemożliwe. Możemy więc wątpić w swoje możliwości i przez ostrożność niczemu nie nadawać najwyższej oceny. Ale wtedy także to sceptyczne przekonanie (o niepewności wszelkich sądów) podlega zasadzie niepewności, czyli samo siebie podważa. A do tego pewność, że istnieje (przynajmniej hipotetycznie) byt doskonały w postaci Absolutu, też zostaje zachwiana. Taki rygoryzm donikąd nie prowadzi, bo neguje sensowność jakichkolwiek rozważań. Trzeba w związku z tym przyjąć, że do pewnego stopnia jesteśmy władni (a czasem zmuszeni) dokonywać pewnych osądów. Pytaniem otwartym pozostaje jednak, czy człowiek może być autorem czegoś doskonałego, lub przynajmniej doskonalszego od niego samego, a przy tym poprawnie (nie na wyrost) to dzieło ocenić.

PS – dygresyjnie.

Wspomniałem wcześniej, że Absolut nie może stworzyć czegoś doskonałego, bo byłby to kolejny Absolut. I zadano mi pytanie: Dlaczego nie? Czy dlatego, że dwa Absoluty by nas bulwersowały? Co do idei istnienia dwóch Absolutów, to z pewnością nie ma ona związku z bulwersowaniem człowieka. Przez całe tysiąclecia ludzie wyznawali politeizm, a i dziś są religie, w których bogów są dziesiątki (np. hinduizm) i nikogo to nie bulwersuje. Istnienie dwóch (lub więcej) Absolutów wyklucza się z logicznego punktu widzenia. Z definicji Absolutu wiemy m.in. że jest to byt samoistny, niepodzielny i niemający równego sobie. Zaraz usłyszę, że to definicja stworzona przez człowieka, więc podważalna. Ale pomyślmy; aby dwa byty zasługiwały na miano Absolutu, oba musiałyby być doskonałe, dysponować taką samą mocą, wiedzą, mądrością itd. Gdyby konieczna była jakaś decyzja zależna od samego Absolutu, to ową konieczność musiałyby poczuć oba Absoluty – bo są jednakowo zaznajomione z potrzebami rzeczywistości. Podobnież wszelkie działanie przynależne Absolutowi, też musiałyby wykonać obydwa. Skoro zatem oba myślałyby, wiedziały i czyniły to samo, to po co miałyby istnieć dwa. Jeśli miałaby istnieć specjalizacja, czyli jeden Absolut zajmowałby się czymś innym, niż drugi – to niby z jakiego powodu. Żeby się nie męczyć? Przecież każdy z nich jest wszechmocny i podoła każdemu zadaniu w pojedynkę. Jeśli zaś podział zadań wynikałby z umiejętności, to by oznaczało, że któryś z Absolutów potrafi coś lepiej lub gorzej od drugiego – jednak wówczas któryś byłby niedoskonały i na miano Absolutu by nie zasługiwał.

To może załóżmy, że Absolutów jest kilka tak dla wzajemnego towarzystwa, żeby nie czuć się samotnym. Lecz jaki w tym sens; nie pogadają sobie, nie będą wymieniać się spostrzeżeniami, opiniami, planami, nie będą dzielić się myślami, uczuciami, ani pomysłami – gdyż wiedzą o sobie dokładnie to samo, czyli wszystko. Nie muszą siebie wzajemnie wspierać, wyręczać, uzupełniać, zabawiać… A poza tym, żeby czuć czyjąś wartościową obecność obok, Absolut stworzył sobie świat aniołów i nasz świat. Na koniec wypada chyba przypomnieć o brzytwie Ockhama i nie mnożyć Absolutów ponad konieczność. W hierarchii doskonałości bytów, na szczycie nie ma miejsc ex aequo. Najlepszy jest jeden.

Na koniec pozostawiam jeszcze jedną myśl pod rozwagę. Gdyby się okazało, że człek nie jest w stanie wymyślić czegoś doskonalszego, niż mu na to pozwalają przyrodzone możliwości, to czyż nie jest to argumentem przeciwko ludziom uważającym, iż to człowiek wymyślił Boga.

Marcin Podolan

Notka o autorze:

Marcin Podolan. Z wykształcenia historyk, przez ponad 20 lat był grafikiem komputerowym, obecnie pracuje w Uniwersytecie Opolskim. Członek Stowarzyszenia Ludzi Aktywnych „Horyzonty” w Opolu, Opolskiego Klubu Fotograficznego, Fotoklubu Opole przy opolskim PTTK oraz Stowarzyszenia Doradztwa Filozoficznego „Pogadalnia” przy Uniwersytecie Opolskim. Refleksyjno-filozoficznej naturze daje upust w tekstach. Oprócz zainteresowań związanych z działaniem w wymienionych organizacjach, realizuje się po trosze jako podróżnik, majsterkowicz i poeta.

Facebook