sobota, 13 kwietnia 2024

TAK SOBIE POMYŚLAŁEM. Podążanie za pożądaniem

Nie łatwo jest prawić o żądzach człowieczych, ale spróbujmy dotknąć tego zagadnienia. Poświęcone było mu kiedyś jedno ze spotkań filozoficznych. Punktem wyjścia było pytanie:

Czy pożądamy czegoś konkretnego, czy uniwersalnego?

Odczuwając pragnienie dobra, piękna, miłości, sprawiedliwości, lub prawdy – sięgamy w sferę pragnień uniwersalnych. O ile to wydaje się dość oczywiste, to trudniej określić sytuację, gdy obiektem pożądania jest drugi człowiek. Czy mówimy wówczas o konkrecie, poza uogólnieniami? Czy jednak wpisuje się on w szerzej rozumianą ideę piękna z jakim możemy obcować (fizycznego, duchowego, intelektualnego), w ideę dobra (jakiego możemy dzięki niemu dostąpić), w ideę szczęścia (jakie mamy szansę wspólnie zbudować), w ideę miłości (jakiej mamy szansę doświadczyć)? Czy, wobec tego, pragnąc drugiej osoby, ulegamy li tylko płytkim popędom, czy też – mimo wszystko – uczestniczymy w czymś głębszym? Choćby nieświadomie.

Jeśli uznamy, iż jednak mamy udział w czymś uniwersalnym, warto zadać sobie pytanie, czy to uszlachetnia nasze pokusy. Może bowiem, dostrzegając ich związek ze światem idei, czystych, zacnych i wzniosłych – mamy prawo sądzić, że i nasze pożądania mają w sobie te cechy, choćby cząstkowo. Pójdźmy o krok dalej. Gdyby wszystkie żądze były zanurzone w obszarze uniwersum, to czy obiekty pożądania również? Powiedzieliśmy na przykładzie pożądania drugiej osoby, że pożądanie może mieć związek z jej udziałem w pięknie, dobru, szczęściu, miłości… Względem innych obiektów pożądania też pewnie da się udowodnić podobny związek z ideami. Jeżeli zatem obiekty te są zanurzone w obszarze bytów uniwersalnych, to czy jednocześnie pozbywają się swojej konkretności. Tracą indywidualność, wyjątkowość…? Wydawałoby się to logiczną konsekwencją, a przecież widzimy na co dzień, iż zachowują własny, oryginalny powód podobania się innym.

Te indywidualne powody podobania się mają przełożenie na to, że nie każdemu podoba się to samo, lub w takim samym aspekcie. Czyż nie zastanawiało was, jak to jest, że podziwiamy piękno Mona Lisy i Damy z gronostajem, choć nie są zmysłowo pociągające, zaś Maja jest fizycznie kusząca, zarówno ubrana, jak i naga – chociaż Goya nie wykazał się takim kunsztem, jak Leonardo? Wiem, że przykład ten opiera się głównie na męskim punkcie widzenia, ale jestem przekonany, że z kobiecym pożądaniem rzecz ma się podobnie. Aczkolwiek zestaw cech, decydujących o atrakcyjności, może nie być taki sam u obu płci.

Ocena pożądania

Podczas rozmowy o ludzkich żądzach, ciekawym wątkiem okazała się ocena pożądania. Pierwsze głosy wyraziły pejoratywne postrzeganie tego pojęcia. U sporej części rozmówców słowo to kojarzyło się negatywnie a dla podkreślenia tego, zestawiane było na przykład z pojęciami pragnienia, lub potrzeby, które miały dla nich już pozytywniejszy (a przynajmniej neutralny) charakter. Padały przykłady typu: jeżeli czegoś pożądam, to gotów jestem to ukraść, a jeśli czegoś pragnę, to postaram się to zdobyć jakąś uczciwą drogą.

Dla mnie istotniejszą różnicą jest siła odczuć, towarzyszących porównywanym terminom. Pożądaniu zwykle towarzyszą silne emocje, nierzadko trudne do zrozumienia i jeszcze trudniejsze do kontrolowania. Potrzeby, czy pragnienia wydają się łatwiejsze do opanowania, do racjonalnego ogarnięcia; natomiast pożądanie potrafi być nieokiełznane, może zawładnąć człowiekiem, wypaczyć jego postrzeganie rzeczywistości, zagłuszyć rozsądek a nawet sumienie, doprowadzić do frustracji, obsesji, czy obłędu. Zapewne więc na ocenę pożądania ma wpływ ten destrukcyjny potencjał.

Pośród wypowiedzi uczestników spotkania, znalazło się też odniesienie do Dekalogu, gdzie na końcu mamy zakaz: Nie będziesz pożądał żony swojego bliźniego. Nie będziesz pragnął domu swojego bliźniego ani jego pola, ani jego niewolnika, ani jego niewolnicy, ani jego wołu, ani jego osła, ani żadnej rzeczy, która należy do twojego bliźniego, (w skrócie: nie będziesz pożądał żony bliźniego, ani żadnej rzeczy, która jego jest). Najwyraźniej, gdzieś w świadomości niektórych osób, pożądanie posiada konotacje z grzechem lub nieprawością. Możliwe, iż przez skojarzenia z takimi wyrazami, jak: pożądliwość, lub żądze, powiązane z chucią, popędem, zmysłowością, uleganiem rozwiązłości… Ewentualnie, przypomina sięganie po owoc zakazany. A tym samym posiada wydźwięk amoralny.

Wymowa Dekalogu, w odniesieniu do pożądania, jest tym bardziej godna uwagi, iż Prawodawca już wcześniej wyraźnie zabronił cudzołóstwa i kradzieży (co znajduje odzwierciedlenie w VI oraz VII przykazaniu). Ale nie poprzestał na tym, tylko na finał Bóg zakazał nawet samego marzenia o tym, co podoba się nam u bliźniego. Jakby chciał podkreślić wyjątkową dezaprobatę dla tych dwóch grzechów i dopowiadał: Nawet tego nie pożądaj! Czyli, nie dopuszczaj u siebie myśli, ani wyobrażenia o tym, jakby wspaniale było to mieć. Bo już samo czerpanie przyjemności z myślenia o czymś nieprawym jest grzeszne. Podejrzewam, że w wypowiedziach deprecjonujących pożądanie, pobrzmiewa także echo tego prawidła.

Niemniej, były też głosy zgoła przeciwne. Wychodzące od tego, iż pożądanie jest czymś naturalnym w człowieku, czymś ludzkim, a przez to nie może być złym. Obrońcy podkreślali również, jak silnym bodźcem motywującym jest uczucie pożądania, jak olbrzymią posiada energię napędową, jak wiele zawdzięczamy mu w rozwoju cywilizacji, kultury, sztuki…

Geneza pożądań

Moim zdaniem sam fakt, że coś ma źródło w naturze, nie jest argumentem za pozytywną oceną tego. W ludziach drzemie wiele cech zakorzenionych w naturze, które nie przydają człowiekowi chwały, są obrzydliwe, prymitywne, podłe itp. Za to przyznaję, że jako siła sprawcza, jest pożądanie w czołówce elementów motywujących; obok ciekawości, lenistwa, zazdrości, zachłanności, pychy, ambicji, strachu, nienawiści… (wspominam o tym we wpisie: Na początku był chaos). Generalnie pożądanie wpisuje się wraz z wymienionymi w nadrzędny motyw: niezadowolenie. Czyż bowiem nie jest tak, że właśnie owo niezadowolenie z jakiegoś stanu rzeczy rozbudza pożądanie czegoś, co mogłoby owemu niezadowoleniu położyć kres?

Jak zatem odpowiedzieć na pytanie, czy pożądanie jest czymś dobrym, czy wręcz przeciwnie? Prosta sprawa! W gruncie rzeczy, zależy to od przedmiotu pożądania i opiera się (niestety!) na schematach i archetypicznych skojarzeniach. Jeśli uważa się coś za dobre, piękne, sprawiedliwe, to i pożądanie owych rzeczy jest dobre i godne pochwały. Poddanie się jemu może być cnotą, a jego spełnienie zasłuży na uznanie. A gdy coś jest zakazane, społecznie, kulturowo, bądź religijnie negowane – to i pożądanie tego nabierze podobnego zabarwienia. Osąd pożądania będzie zależny od tego, jak osądzane jest jego zaspokojenie. Taka logika potwierdza się we wspomnianym Dekalogu; cudzołóstwo i kradzież to grzech, ergo: pożądanie cudzej żony lub rzeczy też.

Przy okazji tych rozważań, pomyślałem sobie, że siła uczuć, jakie miotają człowiekiem, powinna być proporcjonalna do ich przyczyn. Stąd, zwykłych spraw winna dotyczyć równie zwykła ochota, lub potrzeba. Do poważnych spraw powinno odnosić się podobnie poważne chcenie, tudzież pragnienie. A co byłoby współmierne dla uczucia tak silnego, jak pożądanie? Pomyślmy. Można robić coś z upodobaniem, można coś lubić, coś uwielbiać, kochać… albo przynajmniej mieć przekonanie, że to coś by się lubiło, kochało. Wobec takiej rzeczy człowiek czuje pociąg, pragnie się nią zajmować. To pragnienie jest początkiem drogi do realizacji. Realizacją będzie możliwość zajęcia się tym, co ktoś lubi. Ale można też coś robić z pasją! Z tą szczególną, najsilniejszą i najpełniejszą formą oddania. A przynajmniej mieć przekonanie, iż potrafiłoby się ofiarować czemuś całego siebie. Wobec takiej rzeczy człowiek może poczuć pożądanie. Jego spełnieniem będzie sposobność zajęcia się tym, co pasjonujące. Pożądanie jest więc połową drogi do pasji.

Człowiek, ze względu na swą słabość i niedoskonałość, ulega emocjom i pokusom. Z tego względu skazany jest na podążanie za odczuwanym pożądaniem. Skoro jednak może ono czasami prowadzić do spraw wielkich, to chyba nie należy biadać.

Marcin Podolan


Notka o autorze:

Marcin Podolan. Z wykształcenia historyk, przez ponad 20 lat był grafikiem komputerowym, obecnie pracuje w Uniwersytecie Opolskim. Członek Stowarzyszenia Ludzi Aktywnych „Horyzonty” w Opolu, Opolskiego Klubu Fotograficznego, Fotoklubu Opole przy opolskim PTTK oraz Stowarzyszenia Doradztwa Filozoficznego „Pogadalnia” przy Uniwersytecie Opolskim. Refleksyjno-filozoficznej naturze daje upust w tekstach. Oprócz zainteresowań związanych z działaniem w wymienionych organizacjach, realizuje się po trosze jako podróżnik, majsterkowicz i poeta.

Facebook