poniedziałek, 26 lutego 2024

Zabójcze nudy. „Zabójcze wesele” (2023)

Czy warto obejrzeć „Zabójcze wesele? Zdaniem Kasi niekoniecznie. Zapraszamy do najnowszej recenzji nt. streamingowej produkcji.

Zabójcze wesele (2023)
reż.: Jeremy Garelick
scen.: James Vanderbilt,
wyst.: Jennifer Aniston, Adam Sandler, Mark Strong, Mélanie Laurent, John Kani

Para detektywów-amatorów, a prywatnie małżeństwo, Audrey (Aniston) i Nick (Sandler), od ostatniego razu, kiedy niespodziewanie udało im się rozwiązać zagadkę tajemniczego i brutalnego morderstwa na luksusowym statku (Zabójczy rejs, 2019), z coraz większym trudem daje radę wiązać przysłowiowy koniec z końcem i łapczywie chwyta się jakichkolwiek zleceń, bo detektywistyczna firma, którą założyli, nie przynosi żadnych zysków. Widmo upadłości i bankructwa z tego tytułu wisi tuż nad nimi, jednak, żeby zapomnieć o troskach i niepowodzeniach, przyjmują zaproszenie na niebiańską wyspę, na egzotyczne, luksusowe, wystawne wesele od dawno niewidzianego przyjaciela. Na miejscu okazuje się jednak, że przyjaciel – przyszły pan młody – zostaje porwany, a krąg podejrzanych w krótkim czasie zacieśnia się do najbliższych mu osób. Czy tym razem amerykańska para samozwańczych detektywów uratuje sytuację i rozwiąże zagadkę porwania?

Netflix przygotował nam gatunkowy misz masz – podczas gdy pierwsza część Murder Mystery (wspomniany wcześniej Zabójczy rejs) krążył scenariuszowo wokół komedii kryminalnej i trącił banałem, to druga odsłona serii, recenzowane Zabójcze wesele, jest kiczowatym kinem akcji z marną zagadką w tle, a koniec końców, stanowi jeden wielki dramat i sprawia, że niejednemu widzowi jest słabo, a wszystkie znaczące w literackim i filmowym świecie kryminału postaci, masowo przewracają się w grobach. Trzeba mieć do tego talent, gratulacje!

https://youtu.be/k15Ycpnet7w Zabójcze wesele | Oficjalny zwiastun | Netflix

Trochę to smutne, że w 2023 roku są jeszcze twórcy, którzy głęboko wierzą, że humor oparty na stereotypach, wrzeszczących, nieogarniętych bohaterach, pełen banału i łatwizny (udawany francuski akcent i związane z tym problemy z komunikacją) powinien znaleźć swoją widownię. Żarty z przeszukiwaniem męskich kieszeni z wyraźną aluzją co do jej zawartości, w tym momencie mogą śmieszyć jedynie to pokolenie, które na takich żartach wyrosło i takowe spopularyzowało, albo ludzi ogólnie mało wymagających – chcę wierzyć, że przedstawicieli tychże jest niewielu. Idiotyzm goni tu idiotyzm, kretynizm rozpycha się łokciami, ogłupienie pędzi za nimi, a wszystko to tworzy niezręczny, męczący festiwal żenady, swoiste tour de france odmóżdżenia i tępoty, pod którym podpisuje się niekwestionowana gwiazda powyższego, Adam Sandler. Towarzyszy mu w tym królowa kinowej przeciętności, Jennifer Aniston, której nie jestem już w stanie darzyć sympatią, a jedynie mdłym sentymentem, bo jej gra aktorska dorównała ekranowemu partnerowi i może być idealnym przykładem dla młodych adeptów sztuki aktorskiej, jak nie wypada grać, nawet kiedy oferują miliony.

Nie zrozumcie mnie źle: to nie tak, że nie można kręcić „głupich” filmów i liczą się tylko te wybitne, wyższych lotów, z wysublimowanym poczuciem humoru – o co to, to nie. Jeden seans Zabójczego wesela zamienię na co najmniej pięć Głupiego i Głupszego (1994) puszczonych na zapętleniu i z pocałowaniem ręki obejrzę w jego czasie wszystkie zaserwowane żarty, nawet te najgorsze, których poziom jest dla wielu co najmniej wątpliwy. Powód jest dosyć prosty: prawie trzydziestoletnia historia o dwóch mężczyznach mądrych inaczej jest wciąż, pomimo upływu czasu, lepszą rozrywką (scenariuszową, aktorską, montażową, jakąkolwiek) niż netflixowe popłuczyny o pseudo-zagadce kryminalnej. Zabójcze wesele to nic więcej jak kompilacja głupich, bezsensownych rzeczy robionych przez nierozgarniętych ludzi, w ładnych, ekskluzywnych lokacjach, za niebotycznie wielkie pieniądze. Nie mniej, nie więcej.

Jeśli chociaż przez moment, w trakcie seansu Zabójczego rejsu, pomyśleliście, że fajnie byłoby zobaczyć film o duecie małżeńskim, który rozwiązuje ciekawe zagadki kryminalne, polecam zapomnieć o recenzowanym filmie i chwycić za np. W pogoni za cieniem (The Thin Man) z 1934 roku – o niebo lepiej na tym wyjdziecie, i najpewniej mi za to podziękujecie.

Ocena Kasi: 3/10

autor: Katarzyna Borucka

O autorce: Kasia to wielka miłośniczka kina i zwierząt. W Opolu ukończyła Kulturoznawstwo na specjalności filmoznawczo-teatrologicznej oraz Filmoznawstwo i Wiedzę o Nowych Mediach na Uniwersytecie Jagiellońskim. W czasie studiów aktywnie uczestniczyła kulturalnym życiu Opola i Krakowa, m.in. pracując w Teatrze im. Jana Kochanowskiego, pisząc dla festiwalu Etiuda&Anima czy zajmując się obsługą kina w czasie Kraków Film Festival. Uwielbia amerykańskie kino, szczególnie kino klasyczne oraz kino nowej przygody.

Facebook