niedziela, 16 stycznia 2022

Ekranowe hity i kity okiem Katarzyny Boruckiej. „Spiderman”

Jeśli po świętach macie trochę czasu wolnego to może warto go wykorzystać na pójście do kina? Na ekranach zobaczycie właśnie nowego „Spidermana” w reżyserii Jona Watts’a.

Do trzech razy sztuka – magia nostalgii

Spider-man: Bez drogi do domu (2021)
reż.: Jon Watts
scen.: Chris McKenna, Erik Sommers
wyst.: Tom Holland, Zendaya, Benedict Cumberbatch, Jacob Batalon, Jon Favreau, Jamie Foxx, Willem Dafoe, Alfred Molina, Marisa Tomei

 

Bez drogi do domu zaczyna się tam, gdzie kończy druga część serii. Mysterio wrabia Spidermana (Tom Holland) w morderstwo swojej osoby, a jeszcze przed śmiercią zdradza jego prawdziwą tożsamość, tym samym sprowadzając na niego wścibskie spojrzenia ciekawskich i rządnych informacji dziennikarzy, fanów i przeciwników a także zwolenników teorii spiskowych. Nie tylko Peterowi Parkerowi doskwiera nagła, niechciana sława – obrywa się też jego najbliższym: ciotce May (Marisa Tomei), dziewczynie MJ (Zendaya) i przyjacielowi Nedowi (Jacob Batalon). Każde z nich musi zmierzyć się, mniej lub bardziej, z konsekwencjami zemsty Mysterio i według niektórych, wątpliwymi moralnie poczynaniami samego Człowieka-Pająka. W efekcie, gdy pojawia się wyczekiwany przez nich moment składania podań na uczelnie wyższe, okazuje się, że trójka licealnych przyjaciół nie dostała się do żadnej, którą wybrała – z uwagi na kontrowersje związane z ostatnimi przygodami Spidermana. Parker, odczuwający coraz mocniej ogromną odpowiedzialność za wszystko co się do tej pory stało, udaje się do Sanktuarium Stephena Strange’a (Benedict Cumberbatch) i prosi go o pomoc. Ma nadzieje, że gdy potężny czarodziej rzuci zaklęcie, które spowoduje, że ludzie masowo zapomną kim jest Spiderman, jego życie – życie zwykłego nastolatka Petera Parkera – wróci do normy.

Trzecia, najnowsza część przygód Spidermana, Bez drogi do domu, to możliwe najbardziej wyczekiwany tytuł w całym, kończącym się już, 2021 roku – bardziej niż ostatnia część Bonda czy najnowsza Matrixa. Nie ma się też czemu dziwić – trzeci film obiecywał widzom najwięcej z całej serii, wzmacniał też z każdym zwiastunem i zapowiedziami, wygórowane oczekiwania fanów. Z myślą o tych, którzy filmu jeszcze nie widzieli i pragną uniknąć spoilerów, poniższa recenzja będzie skupiać się na tym, co już widzieliśmy w trailerach lub na momentach, które w żaden sposób nie prowadzą do ujawnienia kluczowych wątków filmu Jona Wattsa. Spoiler free!

SPIDER-MAN: NO WAY HOME - Official Trailer (HD)

Kiedy wbrew ostrzeżeniom, Parker wymusza na Strange’u zmiany w rzucanym zaklęciu, szkody jakie są wyrządzone, przekraczają wszelkie wyobrażenia – tym razem Spiderman będzie musiał zmierzyć się z postaciami z alternatywnych rzeczywistości, postaciami, które zdążyły poznać jego prawdziwą tożsamość. Tym samym jesteśmy świadkami powrotu kilku znamienitych złoczyńców, którym Człowiek-Pająk stanął na drodze, tyle że w innym uniwersum. Trzeba przyznać, że powrót klasycznych postaci z franczyzy był strzałem w dziesiątkę. Doctor Octopus (ulubieniec wszystkich Alfred Molina) i jego wielkie wejście to także wielki powrót fanowskiej nostalgii, która unosiła się w kinowej sali od tego momentu już do samego końca. Podobnie jest z sylwetką Goblina (niezastąpiony w tej roli Willem Dafoe), który umacnia swoją niezachwianą pozycje najgroźniejszej i najniebezpieczniejszej postaci z jaką Spidermenowi przyszło się kiedykolwiek zmierzyć. Electro (Jamie Foxx) o dziwo wypada ciekawiej i lepiej niż w drugiej części Niesamowitego Spidermana – ma zabawne dialogi i świetne wyczucie czasu, doskonale odnajduje się w tej wersji uniwersum. Przy wypełnieniu wielkiego ekranu równie wielkimi nazwiskami i sporą liczbą różnych postaci, bardzo łatwo stracić odpowiedni rytm filmu, tak samo jak sedno historii. Zazwyczaj, w takim momencie czujemy przepełnienie, zmęczenie i dostrzegamy próby szybkiego oraz taniego łatania dziur w scenariuszu, szczęśliwie jednak nie doświadczamy tutaj niczego w tym rodzaju. Historia – choć czasem sięga po zbyt łatwe, głupie czy naiwne rozwiązania, trzyma się solidnie od początku do końca i po brzegi wypełniona jest świetnym humorem oraz szeroko zakrojonym fan-serwisem, którego nadmierne użycie może być przecież dla jakiegokolwiek filmu najzwyczajniej zgubne. Na szczęście cienka granica dobrego smaku między zadowoleniem zagorzałych i najwierniejszych wielbicieli Człowieka-Pająka, a zwykłych widzów nie została przekroczona i Marvel zwycięsko wyszedł z tej bitwy, choć łatwo nie było.

Tak naprawdę, po raz pierwszy od dawna, droga jaką postać Spidermana musi przejść w tym filmie jest niezwykle satysfakcjonująca i jest efektem dobrej współpracy scenarzystów, reżysera oraz samego aktora. W końcu Tom Holland nie odgrywa roztrzepanego nastolatka, który dopiero co odkrył w sobie supermoce i w sumie nie wie co z sobą począć, ani jednego z Avengersów, a dojrzałego, młodego mężczyznę, który musi zmierzyć się z konsekwencjami własnych decyzji i ochronić tych, na których mu zależy. To zdecydowanie jego film, najlepiej przez niego zagrany; oddał w tej postaci wszystko co mógł i najlepiej jak mógł – wygląda na to, że dopiero teraz przygody Spidermana nabrały odpowiedniego rozpędu i charakteru.

Najnowszy film Jona Watta sięgnął niemożliwego – sprawnie połączył trzy różne uniwersa w jednej fabule i skondensował wszystkie marzenia i prośby fanów na całym świecie, zachowując jednocześnie pewną autonomiczność i wolność twórczą. Nie uniknął niestety błędów, ale w ogólnym rozrachunku nie mają one większego znaczenia – Spider-man: Bez drogi do domu to film, który jest jak koncert naszego ulubionego zespołu, gdzie oprócz paru nowości, grane są same stare przeboje – jesteśmy  przepełnieni szczęściem i radością, bo znamy każdą melodię i tekst, i najzwyczajniej w świecie nie możemy doczekać się kolejnej piosenki.

Ocena Kasi: 7/10

autor: Katarzyna Borucka

O autorce: Kasia to wielka miłośniczka kina i zwierząt. W Opolu ukończyła Kulturoznawstwo na specjalności filmoznawczo-teatrologicznej oraz Filmoznawstwo i Wiedzę o Nowych Mediach na Uniwersytecie Jagiellońskim. W czasie studiów aktywnie uczestniczyła kulturalnym życiu Opola i Krakowa, m.in. pracując w Teatrze im. Jana Kochanowskiego, pisząc dla festiwalu Etiuda&Anima czy zajmując się obsługą kina w czasie Kraków Film Festival. Uwielbia amerykańskie kino, szczególnie kino klasyczne oraz kino nowej przygody.

Facebook