Baner reklamowy dla PPP
sobota, 27 listopada 2021

Ekranowe hity i kity. “Bo we mnie jest seks”

Filmoznawczyni Katarzyna Borucka tym razem wzięła na warsztat film Katarzyny Klimkiewicz “Bo we mnie jest seks”. Dzieło jest poświęcone zjawiskowej aktorce i piosenkarce Kalinie Jędrusik.

Słysząc jej głos, głowy tracą

Bo we mnie jest seks (2021)
reż.: Katarzyna Klimkiewicz
scen.: Katarzyna Klimkiewicz, Patrycja Mnich
wyst.: Maria Dębska, Leszek Lichota, Krzysztof Zalewski, Bartłomiej Kotschedoff, Borys Szyc, Tomasz Ziętek, Paweł Tomaszewski

1963 rok. Naczelna seksbomba i skandalistka epoki PRL-u, elektryzująca i hipnotyzująca aktorka Kalina Jędrusik (zjawiskowa Maria Dębska), kiedy nie prowokuje swoim głosem i ciałem na scenie – tej filmowej, telewizyjnej czy teatralnej – prowadzi niezwykle bogate życie towarzyskie. Wraz ze swoim mężem, cenionym pisarzem Stanisławem Dygatem (Leszek Lichota), młodym kochankiem Luckiem (Krzysztof Zalewski) czy bliskimi przyjaciółmi – Kaziem (reżyserem, Kazimierzem Kutzem – Borys Szyc) i Tadziem (scenarzystą i reżyserem, Tadeuszem Konwickim – Paweł Tomaszewski) wspólnie spędzają czas, ciesząc się życiem i oddając różnym uciechom. Wszystko płynie swoim tempem do momentu, kiedy Kalina postanawia wystąpić na Barbórce w opiętej sukni z ogromnym dekoltem i… krzyżykiem na szyi. Za tak jawną (jak na tamte czasy) prowokacje i profanacje, aktorka dostaje odgórny zakaz na występy telewizyjne. Dla nowego dyrektora działu kultury w telewizji polskiej, Ryszarda Molskiego (Bartłomiej Kotschedoff), którego marne zaloty Kalina odrzuciła parę dni wcześniej, to chwila największej i najdzikszej satysfakcji. 

BO WE MNIE JEST SEKS - oficjalny zwiastun (official trailer)

Olśniewająca i onieśmielająca, grzeszna i niegrzeczna, niezwykle prawdziwa w swojej niespotykanej bezpruderyjności. Opinające kreacje podkreślały jej osławione ciało – pełne piersi i biodra, zgrabne nogi i ramiona. Opadające nisko powieki, spod których rzucała magnetyczne spojrzenia, długie do nieba czarne rzęsy i pełne, zastygnięte w półuśmiechu usta hipnotyzowały męską część widowni. Kalina Jędrusik, po dziś dzień nazywana przez wielu polską Marilyn Monroe.  Miała ciało, za które mnóstwo kobiet dałoby się pokroić; ciało, na widok którego mężczyźni jawnie wzdychali i tracili głowy. Miała również wspaniałą osobowość i poczucie humoru. Niewykorzystany w pełni, nieprzeciętny talent komediowy. Emanowała niezwykłą energią na ekranie i roztaczała wokół siebie wyczuwalną aurę tajemniczości i zmysłowości. Ponieważ w tym roku minęło 30 lat od śmierci aktorki i prawie 60 od pamiętnego, barbórkowego występu – dla reżyserki filmu, Katarzyny Klimkiewicz, to zdaje się była najlepsza okazja do przypomnienia widzom o dawnej gwieździe polskiego kina.

Bo we mnie jest seks to próba zmierzenia się z legendą i fenomenem jakim niebywale była Kalina Jędrusik, przy jednoczesnym osadzeniu jej w PRL-owskiej, słodko-gorzkiej rzeczywistości: mamy kolejki w sklepach, drogie, modne ubrania i towary, lejącą się wszędzie wódkę i niezliczoną ilość papierosów. Jest też miejsce na romanse, zdrady, wielkie aspiracje i rozczarowania. Mamy też meblościanki i drogie mięso spod lady. Jest Kalina – piękna i rozchwytywana, ujmująca, czarująca, z charakterem i ciętym językiem. Jest i jej grzeszne ciało, które w oczach władzy powinno być zakazane. Jest dosłownie wszystko i nic, bo film Klimkiewicz usilnie stara się być obrazem epoki niemal ze wszystkich stron, ale nie rozwija żadnych konkretnych wątków do końca, nie zadaje też żadnych pytań – to po prostu ładna, kolorowa pocztówka bez treści. Akcja toczy się często gubiąc tempo, w połowie filmu zaś praktycznie się rozmywa i z trudem wraca na swoje miejsce. Widzimy życie Kaliny, choć nie mamy do czynienia z biografią w pełnym tego słowa znaczeniu, zaś kiedy wydaje się, że reżyserka pójdzie w musicalowe ramy (co byłoby dobrym rozwiązaniem), to muzyka cichnie i wracamy do tradycyjnej fabuły. Można odnieść wrażenie, że Katarzyna Klimkiewicz boi się trochę wziąć odpowiedzialność za swój własny film i rozstrzygnąć, w którym kierunku go ostatecznie poprowadzić, więc decyduje się wziąć po trochu z każdego. Jej rozterki widać również w warstwie fabularnej. Wyraźnie chciała zaznaczyć instynkt macierzyński Kaliny i ogrom miłości, który aktorka w sobie nosiła (a który przez poronienie oraz przedwczesną śmierć córeczki nigdy nie wybrzmiał w pełni), jednak znów mamy tylko parę niedopowiedzianych, ogólnych scen, pozbawionych potrzebnego kontekstu.

Tym, co ratuje Bo we mnie jest seks od bycia filmem kompletnie nietrafionym, jest aktorstwo. Maria Dębska jest olśniewająca i rewelacyjna jako Kalina. Więcej: ona po prostu jest Kaliną – zmysłową, żywiołową, spontaniczną, kobiecą, nieskruszoną i bezpośrednią. To najlepsza decyzja castingowa, podobnie jak w przypadku Borysa Szyca w roli Kazimierza Kutza czy Leszka Lichoty jako Stanisława Dygata. Nie inaczej jest z Krzysztofem Zalewskim – wiele kobiet oddałoby wszystko, by ktoś patrzył na nie, jak filmowy Lucek na filmową Kalinę. Bartłomiej Kotschedoff, jako odrzucony i ośmieszony mężczyzna oraz szukający zemsty urzędnik wyższego szczebla, to strzał w dziesiątkę. Rozrysowanie jego wątku w kontekście ery #metoo również było dobrym zabiegiem. Niestety, niezależnie od ilości i wagi talentu jaki zgromadzono na planie, nie można oczekiwać, że aktorzy dźwigną na swych barkach cały film.

Wielka szkoda, że doczekaliśmy się obrazu, który co prawda aktorsko sprawdza się nadzwyczajnie, jednak scenariuszowo mocno kuleje. Gdyby Katarzynie Klimkiewicz starczyło odwagi na reżyserskim krześle i gdyby skupiła się na opowiedzeniu konkretnej historii, zamiast sklejać różne wątki na ślepo, to otrzymalibyśmy z pewnością film godny Kaliny Jędrusik.

Ocena Kasi: 5/10

autor: Katarzyna Borucka

O autorce: Kasia to wielka miłośniczka kina i zwierząt. W Opolu ukończyła Kulturoznawstwo na specjalności filmoznawczo-teatrologicznej oraz Filmoznawstwo i Wiedzę o Nowych Mediach na Uniwersytecie Jagiellońskim. W czasie studiów aktywnie uczestniczyła kulturalnym życiu Opola i Krakowa, m.in. pracując w Teatrze im. Jana Kochanowskiego, pisząc dla festiwalu Etiuda&Anima czy zajmując się obsługą kina w czasie Kraków Film Festival. Uwielbia amerykańskie kino, szczególnie kino klasyczne oraz kino nowej przygody.

Gość w kawiarence

Facebook